Piancavallo 2010

[Zobacz też wpis Piancavallo '08 oraz Val di Sole '07]

W dniach 19-27 lutego byłem w Piancavallo we Włoszech na snowboardzie razem z kolegą Wojtkiem Kowaszem (który jeździ na nartach) :)  Świetne miejsce do białego szaleństwa, zatem po 2 letniej przerwie, powróciłem do Piancavallo by po zjeżdżać.

Wyjazd

Tradycyjnie już, nasza podróż odbywała się za pośrednictwem biura Abraksas, z tą różnicą, że poprzednio jechaliśmy z ekipą I LO im. Juliusza Słowackiego w Chorzowie i to tamtejsi nauczyciele zajmowali się organizacją wszystkiego. Niby szczegół, a jednak zrobił kolosalną różnicę w ogólnym zadowoleniu z wycieczki. Poprzednio, było super, jednak teraz mam wiele zastrzeżeń co do organizacji.. W biurze nie byli w stanie mi powiedzieć gdzie i kiedy dokładnie będzie zbiórka – dowiedziałem się dopiero na kilka dni przed wyjazdem. Na miejscu zbiórki kompletne zamieszanie – przyjechał kierowca bez przewodnika ani żadnego innego organizatora więc nikt nic nie wiedział – jechaliśmy do 3 różnych hoteli więc istotna była kolejność pakowania bagaży i sprzętu – ale nie było nikogo kto był w stanie ustalić kolejność. Wg mnie, źle był dobrany autokar do rodzaju wycieczki – 2 piętrowy autokar z mocno ograniczonym lukiem bagażowym nadaje się na letnią wycieczkę na 3 dni, a nie na 9 dni nartowania, bo oprócz sporych bagaży dochodzi jeszcze sprzęt… pomimo dodatkowej przyczepki nie zmieściliśmy się i część bagaży była np w ubikacji czy na schodach. Podkreślam, że ze Słowakiem nie było takich problemów – był inny autokar. Nie sprawdzono też listy obecności, a w samym autokarze panowało takie zamieszanie, że przez 20 minut nie potrafiliśmy znaleźć żadnego (!) wolnego miejsca. W końcu się jednak udało.

Zakwaterowanie

Na miejscu też nie było żadnego rezydenta czy przewodnika (później dojechał), więc sami rejestrowaliśmy się w hotelu jak chcieliśmy – niektórzy nie pamiętali nazwy hotelu więc mieli spory problem gdzie wysiąść. Po zameldowaniu, nie było żadnego spotkania organizacyjnego czy jakichkolwiek wyjaśnień – moim zdaniem nieprofesjonalne. Następnego dnia z samego rana mieliśmy już jeździć, a nie mieliśmy karnetów i nikt nie wiedział kto ma nam je dać. Późnym wieczorem, po wielu poszukiwaniach,  w końcu udało mi się je zdobyć od jakiegoś innego uczestnika (sic!) – rezydenta/przewodnika dalej nie widziałem.

Hotel

W tym roku, zagościliśmy w hotelu Antares**** – wg. mnie (i większości uczestników wyjazdu) 4 gwiazdki to gruba przesada, ale hotel na pewno był lepszy od hotelu Park w którym byliśmy zakwaterowani dwa lata temu. Park był bardziej jakby takim schroniskiem młodzieżowym, pokoje były dość mizernie wyposażone – w Antaresie było zdecydowanie lepiej – ładniejsze meble, wykładzina na podłodze, lepsza łazienka, telewizor, barek, balkon… jednak w moim przekonaniu hotel powinien mieć **/*** gwiazdki. Niby hotel miał aspiracje aby być ekskluzywnym a obsługa bardzo się starała, jednak nie zawsze im wychodziło ;)

Internet

Internet w hotelu był – było wi-fi, lecz niestety dostępne tylko na dole przy recepcji a ponadto był płatny i dość drogi. Ciekawy natomiast był system płatności – po wykupionego określonego czasu dostawało się paragon z loginem i hasłem do specjalnej witryny za pomocą której dokonywało się logowania i która mierzyła czas. Można było spokojnie żonglować przyciskami zaloguj i wyloguj aby oszczędzać minuty, dzięki czemu, wykupiony czas można było wykorzystać na wiele dni.

Stoki

Stoki jak zwykle, dobrze przygotowane – dużo śniegu, więc jazda była udana. Ludzi bardzo mało, no może poza weekendami. No i denerwujące były niektóre szkółki narciarskie które jeździły w poprzek całej trasy – dziwne, że niektóre szkółki umiały zająć tylko połowę, a innym to się nie udawało… Jak więc widać, niektórzy instruktorzy chyba sami potrzebowali szkolenia, jak nie przeszkadzać innym na stoku.

Pomimo dobrych warunków, często niestety była mgła która dość znacznie utrudniała zjeżdżanie – czasami była tak gęsta, że nie było sensu jeżdżenia na danej trasie i musieliśmy się przenieść na jakąś inną.

Ciekawy przypadek – podczas jednego z wjazdów krzesełkiem na szczyt, wyciąg się zepsuł.. stanął w miejscu (!), a my, 20 metrów nad ziemią wisieliśmy 55 minut… było zimno. W końcu jednak udało się naprawić i wyciąg ruszył dalej.

Snowpark

Dwa lata temu go chyba nie było – przynajmniej nie zauważyłem. Mowa o Snowparku. Na jego terenie była zadaszona taśma  (wyglądająca jak przeźroczysty tunel) która po skończonym przejeździe zabierała nas na górę w ślimaczym tempie. W środku było strasznie ciepło. No ale nie narzekajmy – ważne, że nie trzeba było pieszo iść pod górę ;)

Co do przeszkód, były różnego poziomu: skocznie były niebieskie, czerwone, oraz czarne. Podobnie z railami i boxami – były proste, łamane, typu S i C, oraz rainbow. Wg mnie, umieszczenie przeszkód było trochę źle zaplanowane – z niebieskich skoczni w ogólnie nie dało się wyskoczyć na sensowną wysokość – po prostu nie było rozpędu. Jedynie z jednej czerwonej mogłem poskakać i mieć z tego frajdę, oraz z oznaczonej jako czarna, skoczni typu gap przez samochód. Zostałem nawet sfilmowany przez Wojtka :)

Na railach i boxach też probowałem swoich sił, jednak nie odważyłem się na łamańca i pozostałem przy klasycznych prostych konstrukcjach. Może w przyszłości :)

Podsumowanie

Podsumowując, wyjazd udany, pogoda ok, stoki ok, hotel w miarę ok, jedynie organizacja kiepska – rezydenta poznałem w przedostatnim dniu. Co prawda w ciągu ostatnich dwóch dni pobytu starał się poprawić swój wizerunek, to jednak niesmak pozostaje…

Leave a Comment